czwartek, 15 lutego 2018

To są właśnie piękne chwile...

Dziś mija 5 lat mojego blogowania i znacznie, znacznie więcej mojego życia.
Dziękuję za każdy dzień, bo w każdym dniu zdarza się coś ważnego, nie zawsze to rozumiemy, chcielibyśmy inaczej, ale żadne zdarzenie nie jest bez znaczenia...
Jak co roku, w okolicy tego dnia otrzymuję wiele dowodów pamięci od blogowych koleżanek.
I tym razem nie jest inaczej. Dziękuję Wam za wszystkie życzenia, upominki, za pamięć i dobre słowa i za to, że od 5 lat chcecie czytać o tym, co wypływa z mojego serca i chcecie oglądać moje prace, moje fotografie, mój świat, który przynosi mi tyle zwyczajnych radości.
Bardzo dziękuję:
Małgosi http://papierowy-jarmark.blogspot.com/ 
za to wszystko, czym mnie tak szczodrze obdarowała: wspaniałym zbiorem mądrości Phila Bosmansa, filmem o tematyce tak bliskiej memu sercu, piękną kartką z życzeniami, słodyczami, które przyznaję, też sprawiają mi wiele radości, a nade wszystko tym niepowtarzalnym albumem, którego każda część ma wyjątkowy urok.
Edytce z http://eda-z-szafirowego.blogspot.com/
za wysokiej klasy hafty, którymi przyozdobiła śliczną kartkę z motywami moich ukochanych kwiatów polnych oraz notatnik spersonalizowany, mój niepowtarzalny, w którym mogę zapisać kolejne historie. Przyglądam się, podziwiam i bardzo się cieszę.
Iwonce z Gliwic, dzięki której powstał cykl wierszy" Rozmowy z Madonnami", bo właśnie ona obdarza mnie wizerunkami z miejsc, gdzie Maryja odbiera należną Jej cześć. I za kalendarz, który dzięki oryginalnym reprodukcjom, będzie dla mnie inspiracją, tym razem malarską.

Ewuni http://ogrod-cardmaking-pasje.blogspot.com/  która nadesłała tę wspaniałą rozkładaną kartka z życzeniami, pięknie zdobioną i zdobiącą obecnie mój gościnny pokój..
Niezawodnej Janeczce  https://janeczkowo.blogspot.com/
co pamięta o moich zamiłowaniach do biżuterii i obdarowała mnie kolejnym cudem swoich uzdolnionych dłoni.
Marzyłam o połączeniu czerwieni z czernią bo takiego zestawu dotąd nie miałam, a ten jest przepiękny, jak i karteczka ze szczerymi życzeniami.
Komuś bardzo sympatycznemu, kto dowiedział się z bloga o moich urodzinach i obdarował mnie takim ślicznym serduszkowym prezentem:-) Serduszka bliskie sercu...


Po podziękowaniach, czas na losowanie. Tym razem dokonała tego moja koleżanka Marta, na co dzień pedagog gimnazjalny, która uwielbia swoją pracę i doskonale rozumie młodzież.












Los uśmiechnął się do Marysi http://stopchwilka.blogspot.com i do niej poleci niebieski obraz Ani.

Drobna nagroda pocieszenia należy się Agatce http://agatekmix.blogspot.com/za pierwszy komentarz w moim 550. poście, tyle ich było w ciągu pięciu lat:-)
Wszystkim, którzy mi towarzyszą w blogowych radościach serdecznie dziękuję i zapraszam na, miejmy nadzieję,
kolejną " pięciolatkę".

sobota, 10 lutego 2018

Najsympatyczniejsi 2018 wybrani:-)

Małopolska zaczęła ferie, więc przywołujemy zimę w jej ciepłych odcieniach:
To kolejna z moich zalipiańskich chatek, bo jak wiecie, tam kwiaty kwitną nawet zimą.
A ponieważ rozpoczęły się ferie zimowe, pierwsze półrocze należało zakończyć na wesoło.
Zanim jednak przystąpiliśmy do humorystycznego punktu, uczniowie klas drugich, zgodnie z obowiązującą tradycją, zaliczyli projekt edukacyjny.
W tym roku przebiegał  pt. "Można o nią zabiegać, zmieniać się dla niej i zginąć... Niejedno ma imię i trwa... Motyw miłości w literaturze, sztuce i relacjach międzyludzkich."
Po dogłębnym  przedstawieniu problemu, uczniowie w nawiązaniu do Walentynek, które u nas przypadną w ferie, a dodatkowo dzień ten zbiega się w kalendarzu ze środą popielcową, wcześniej zatem przedstawili spektakl: jak poskromić złośnicę:-)
Śmiechu i dobrej zabawy było całe mnóstwo, " złośnica" zamieniła się w potulną żonkę, a uczniowie ogłosili wyniki plebiscytu: Najsympatyczniejszy, Najsympatyczniejsza, 2018
Najwięcej głosów zdobyli: Wiktoria i Konrad

a wszyscy uczestnicy spotkania otrzymali piernikowe, smaczne serca.
Takim miłym akcentem rozpoczęliśmy ferie, oby były dla wszystkich szczęśliwe.
Serdecznie pozdrawiam z zapewnieniem, że leniuchować nie będę- nie mam takiego zwyczaju:-)

niedziela, 4 lutego 2018

Skąd się biorą niektóre tęsknoty?

Są ludzie, którzy mają skłonności do snucia refleksji, częstych zamyśleń i stąd rodzą się ważne myśli i słowa, które niekiedy bywają przelewane na papier i udostępniane ogółowi.
Ludzkie tęsknoty bywają codzienne i bywają nieodgadnione, spływają z burzowymi chmurami, ale też przybywają w złocistych promieniach porannego słońca...
Czekają tylko na odpowiednią dyspozycję człowieka.
Bez nich byłoby zbyt zwyczajnie.
Z tęsknot rodzą się wiersze i powstają obrazy.
Ten poniżej powstał z tęsknoty za latem, za rozkwitającymi malwami. Może niebawem znajdzie nabywcę, takiego, który zatęskni za Malowaną Wsią.
Jakoś mnie " naszło" na amarylki. Podlewam trzy, jakie się ostały , mam nadzieję, że znów zakwitną i wspominam Osoby, dla których były źródłem radości za życia.
Pisałam już o mojej Mamie, która je uwielbiała, a dziś pomyślałam o innych Osobach, które przeszły wiele lat temu do lepszego świata.
Są wśród nich moi śp. Teściowie- ludzie, którzy całe życie poświęcili dzieciom ciężko pracując na roli.
Gospodarstwa rolne przed kilkudziesięcioma laty były zupełnie inne, mniej zmechanizowane, większość prac trzeba było wykonać ręcznie. Rodzice Męża pracowali od świtu do nocy, nawet zimą mieli mnóstwo prac do wykonania. Ale mimo niedostatku i zmęczenia, mimo chorób nigdy się nie skarżyli, nie narzekali. Byli oboje uosobieniem dobroci- Natalia i Bronisław- ludzie prawi i niezwykle pobożni. Zawsze skromni, w Bogu pokładający nadzieję.
Miałam szczęście być ich synową. I mimo, że od wielu lat nie żyją, ja ciągle ich wspominam najlepiej jak umiem, wbrew różnym obiegowym opiniom o złych relacjach starszego i młodego pokolenia.
Niech te zdjęcia z ubiegłych lat będą symbolicznym podziękowaniem dla wielu Osób, które spotkałam w życiu i od których uczyłam się tego, co dobre.
Im jestem starsza, tym więcej rozumiem z tego, co swoim życiem chcieli mi przekazać: rodzice, teściowie, dziadkowie, wujkowie, ciotki, sąsiadki, znajome, nauczyciele, koleżanki i koledzy...
Otrzymałam kiedyś zbiór aforyzmów: "Mądrość prawdy", a wśród nich znalazłam takie myśli:
" Najbliżej tych, których kocham, jestem wtedy, gdy opowiadam o nich Bogu."
I wiem, że dotyczą relacji z tymi, co żyją i z tymi, co odeszli.
"Szczęśliwy to ktoś, kto nie potrafi przypomnieć sobie nawet jednej chwili, w której by nie kochał i nie był kochany."
Z refleksyjnego nastroju, w bardziej codzienny przechodząc, proponuję staroświeckie rogaliki,
a do nich ciekawą lekturę " Gdybyś kochała"-Grażyny Jaromin -Gałuszki.
Do sielskiego, wiejskiego świata, w którym wszyscy dobrze się znają, zagląda  zło zrodzone z zazdrości i zawiści.
Zauroczył mnie poetycki styl pisarki, a wcześniej jej inna powieść: " Kobiety z Czerwonych Bagien".
A gdyby ktoś zapragnął zjeść nieskończoną ilość rogalików z wody, na wszelki wypadek podaję przepis, choć dawno, dawno temu już to czyniłam na tym blogu.
 1 kg mąki, 2 margaryny zetrzeć na tarce, 8 dag drożdży rozetrzeć z 1/2 szkl cukru, dać szczyptę soli, cuk. wan. 10 łyżek mleka, 4 jaja, zarobić ciasto, zawinąć w ściereczkę włożyć do dużego garnka z zimną wodą na 2 godz( całe zanurzone). Po tym czasie wyjąć, podsypać mąką na stolnicy, wyrobić troszkę, rozwałkować na ok. 4 mm, ciąć na kwadraty, po przekątnej kłaść pasek marmolady, zwijać dwa boki do środka i skleić, piec kilkanaście minut( pilnować, bo szybko się zrumienią). Świeże pyszne, a można dać do zamkniętego pojemnika i wówczas poleżą bardzo długo. Smacznego!
I tym słodkim akcentem żegnam się z Wami do następnego posta:-)

niedziela, 28 stycznia 2018

Do Mstowa trafiłam przypadkiem.

Wiele jest powodów, dla których postanowiłam jeden post w każdym miesiącu poświęcać sanktuariom Maryjnym oraz świętom poświęconym Królowej Polski. Wszak królowa powinna odbierać należną cześć, a ja z radością będę się dzielić moimi informacjami i przeżyciami w tym zakresie. Dzięki Iwonie, którą znam za przyczyną istnienia tego bloga, powstał cykl moich poeyckich rozmów- modlitw z Matką, która wszystko rozumie...
Być może, że ktoś zaglądający tu, myśli i czuje podobnie, niech więc skorzysta z mojej pracy na sposób sobie właściwy.
Kto zaś tego nie potrzebuje, niech zobaczy kolejny kawałek Polski z jej historią i zabytkami.
Zapraszam, bo styczeń dobiega końca.










W jedną z jesiennych sobót, w drodze na Jasną Górę, zupełnie przypadkiem trafiliśmy do wyjątkowego miejsca, gdzie kult Maryjny i historia przeplatają się ze sobą tworząc doskonałe miejsce do modlitwy.
Kościół właśnie ubierał się w odświętne szaty, jako że za kilkanaście minut miał się odbyć kolejny ślub młodej pary, która na ceremonię zaślubin wybrała to miejsce.














Dzieje parafii  związane są z zakonem kanoników regularnych, którzy osiedlili się w Mstowie w 1220 r.
Obecny kościół  parafialny w stylu późnego baroku budowano w latach 1718-1742.
Świątynia jest orientowana, postawiona na planie krzyża łacińskiego. Fasadę główną zwieńczają dwie wieże, przykryte baniastymi hełmami.
Kanonicy regularni wybudowali przylegający bezpośrednio do kościoła klasztor. Obecny kształt zawdzięcza on wielowiekowej trosce zakonników którzy go systematycznie rozbudowywali. Najstarsze jego fragmenty datują się na XV wiek.
  Zespół klasztorny otacza mur ze średniowiecznymi basztami, z 12 zachowało się aż 11, a każda z nich jest nieco inna, co nadaje dodatkowego uroku i autentyczności historycznej temu miejscu.
Arcybiskup Metropolita Częstochowski Stanisław Nowak w dniu 24 maja  2000 r. podniósł kościół do rangi sanktuarium  p.w. Najświętszej Maryi Panny Mstowskiej Miłosierdzia, a 20 lipca 2000 r. ukoronował słynący łaskami obraz Matki Bożej.
To ten mały obraz umieszczony w prostokątnej ramie poniżej dużego, który przedstawia Matkę Bożą Śnieżną, słynie łaskami.


Mstowska- Miłosierna

Nie znałam Cię dotąd
może dlatego że się ukryłaś w pięknej świątyni
skromna i cicha żyjesz w cieniu Częstochowskiej 
spoglądasz z małego obrazu
na nasze wielkie smutki
które rzucamy u stóp Twojego miłosierdzia
z wiarą że je pozbierasz
i posklejasz niczym serca życiem poobijane
Matko Miłosierdzia
tylko raz przeze mnie napotkana
ucz nas miłosierdzia
gdy się w wilków zamienić chcemy.

Obraz Matki Bożej czczony w Mstowie jako cudowny i łaskami słynący jest rytowaną podobizną obrazu jasnogórskiego. Papierowy oryginał został naklejony na płótno, a następnie nałożony na lipową deskę o wymiarach 38 na 49 cm. 
Twarz Maryi i Jezusa pokryte są farbą olejną. Postacie święte osłania sukienka z blachy srebrnej, miejscami pozłacanej, na której zdobienia wykonano techniką trybowania i grawerowania. Spod sukienki widoczne są tylko twarze.
Nad głowami postaci Maryi i Jezusa zatknięto korony. 
Wokół głowy Maryi umieszczono podwójny nimb promienisty.
Dolna część tła wydzielona wąskim wałeczkiem jest wypełniona literami hierogramu IHS. 
Pod literą H umieszczono serce ze strzałami. Pośrodku, w zwieńczeniu, rozłożona jest muszla z gołębicą podtrzymywana przez dwóch aniołów. Obraz umieszczony jest w złocistej ramie.
W świątyni znajduje się wiele pięknych i cennych elementów jej wystroju, a nawet jeden z ołtarzy bocznych poświęcony jest patronowi zakochanych- św. Walentemu.
 Ilekroć wypatrzę św. Barbarę dokumentuję Jej wizerunki.
Warto wpisać to miejsce na listę wędrówek, gdy będziecie przemierzać Jurę Krakowsko- Częstochowską podziwiając jej różnorodne piękno.

czwartek, 25 stycznia 2018

Człowiek potrzebuje ciszy...

Zima to taka pora roku, która sprawia, że zwalniamy w nieustannym zabieganiu i pragniemy zanurzyć się choć czasami w ciszy...
Cisza otula mnie bielą
zwalniam oddech i myśli
zaglądam drzewom w nagie konary westchnień
zatapiam wzrok tam gdzie niebo łączy się z ziemią
moja wioska śpi jeszcze
a ja słucham mowy śniegu
i gromadzę czarno- białe fotografie
w których przegląda się moje dojrzałe życie 
potrzebuję tej ciszy co otula mnie spokojem
muszę nabrać sił zanim wiosna wybuchnie kolorami.
Zimą ciągle jestem przeziębiona, mieszkam daleko od cywilizacji, pogoda bywa bardzo zmienna, a mimo to, kocham zimę.
Może dlatego, że mój typ urody określam jako typ- zima.
Inny aspekt sprawy to ten, że wiecznie zabiegana i w ciągle gdzieś pędząca, potrzebuję ciszy i czasu na refleksje...

Kocham też fotografie czarno- białe, a zima sama w sobie daje takie możliwości.
Zimą jest więcej czasu na eksperymenty. Podjęłam się tematu malowania na tkaninie, a ponieważ mam tylko złotą farbę, to zaadoptowałam na ten cel czarny szal oraz szafirową sukienkę. zapraszam do oglądania.
Zimą- niestety- apetyt dopisuje, więc poeksperymentowałam z pierogami.
Zalipiańskie kucharki mają oryginalny farsz do pierogów, którymi potrafią oczarować przybywających do Malowanej Wsi, turystów.
Ten farsz poza smażoną słodką kapustą zawiera w sobie rozdrobnioną prawdziwą kiełbasę wiejską, tartą marchewkę, ziele angielskie, liść laurowy, dużą ilość pieprzu i zrumienionej cebulki.
Całość, oczywiście musi być długo, porządnie wysmażona na wolnym ogniu. Na koniec skwareczki ze świeżej słoninki:-)
A zimowymi wieczorami warto sięgnąć po dobrą książkę- czytanie to moja wielka pasja.
Polecam " Niepokorne" A. Wojdowicz, czyli fascynujące losy Elizy, Klary i Justyny na tle wydarzeń rozgrywających się na terenach polskich ziem pod zaborami, a szczególnie młodopolskiego Krakowa.
I tym literackim akcentem kończę zimowego, spokojnego posta.