wtorek, 17 października 2017

Październik przekroczył półmetek.
To piękny miesiąc opleciony różańcem.
Różaniec towarzyszy mi każdego dnia, czasami przeplata się ze zmęczeniem, z pośpiechem, z nieuwagą, z rozproszeniem, ale jest zawsze ze mną...
Pamiętam dwie nieżyjące już dziś babcie z naszej wioski, których los nie szczędził, jak mawiały, że gdyby nie różaniec, nie dałyby rady wytrzymać tylu życiowych zawieruch...
Idę przez życie pod rękę
z  wszystkimi tajemnicami
choć wydaje się że bolesnych najwięcej
pewnie wszystkich po równo
ale radosne spalają się w słońcu
a chwalebne gasną o świcie razem z gwiazdami
tylko bolesne cierniem zarastają w sercu
by przy kolejnym uderzeniu
jeszcze bardziej krwawić
biorę do ręki różaniec każdego dnia
by móc wierzyć że wszystkich tajemnic jest po równo ...
Jako, że staram się codziennie odmawiać15 różańcowych tajemnic, bo tyle obejmuje Nowenna Pompejańska,
szczegółowe informacje , to w hołdzie Matce Bożej Różańcowej zamieszczam 15 kwitnących georginii, które są październikowym kwiatem oraz symbolem polskiej wsi i jej trwania przy różańcu.
Pięknych październikowych dni Wam życzę i dziękuję za Waszą obecność na moim blogu.

niedziela, 8 października 2017

Tak się weselą Lachy Sądeckie i o Nowym Sączu słów kilka...

Udało mi się wyskoczyć na parę godzin do Nowego Sącza.
Lubię to miasto, jest zadbane, ma piękny ratusz no i...dużo sklepów z damską odzieżą. Nastawiłam się na zakupy, a tymczasem...
Z jakiegoś butiku wyciągnął mnie piękny śpiew i muzyka. A kto to? To Lachy Sądeckie świętowały uroczystość weselną.
Jak wiadomo, ta grupa etniczna zamieszkująca okolice Nowego Sącza- Kotlinę Sądecką, ma piękne stroje ludowe i kultywuje tradycję, co było widać na przykładzie tego barwnego orszaku weselnego, na czele z Młodą Parą. Przez ziemię sądecką, wzdłuż Dunajca i Popradu, od dawna biegły szlaki handlowe, które łączyły kraje leżące po obu stronach Karpat. 
Te kontakty z szerokim światem wpłynęły na ukształtowanie się oryginalnej kultury. Wyróżnia ich muzyka oraz taniec, który opiera się na rytmach walca,ale zawiera także elementy skoczne.Jednym z głównych ośrodków Lachów Sądeckich jest Podegrodzie.  
Weselne Lachy wzbudziły zainteresowanie obecnych w tym czasie na rynku, przechodniów.
Przyśpiewkom, wesołym oczywiście, nie było końca...

Później przed ratusz przyszło jeszcze wiele ślubnych par, ale one już nie wzbudzały takiego zainteresowania.
Ten piękny budynek został wybudowany pod koniec XIX w. w stylu eklektycznym, zaś wnętrze zaprojektowano w stylu neorenesansowym i neobarokowym.
Nie tylko wesele w Sączu spotkałam.
W Bazylice św. Małgorzaty odbywały się ważne uroczystości z udziałem jednostek mundurowych, ale ja weszłam do świątyni później, by zobaczyć liczne zabytki, które się tam znajdują.
Kościół pochodzi z przełomu XIII i XIV w, a już w połowie XV w. był przez bpa Oleśnickiego podniesiony do rangi kolegiaty.
Sam Ojciec Święty Jan Paweł II nadał mu tytuł bazyliki mniejszej.
 
 


Najstarszym malowidłem jest gotycka polichromia z 1360 r, ale tej nie udało mi się komórką sfotografować. Zrobiłam zdjęcia innych pięknych elementów wyposażenia kościoła, z których cenne miejsce w ołtarzu głównym zajmuje wizerunek Przemienienia Pańskiego, typu wołoskiego, datowany na XV w.

 Zachwyciła mnie Pieta w kaplicy Wieczystej Adoracji, kamienna rzeźba Chrystusa przy słupie,
  przepiękny obraz św. Józefa z Jezusem wkomponowany w kwitnący pejzaż oraz witraże z Matką Bożą Częstochowską i Ostrobramską.
 
A na rynku kwitną takie jesienne " grzybki".

I całe miasto przegląda się w jesiennych już barwach, bowiem okolice Nowego Sącza zdążyły się już przebarwić.
Nic nie kupiłam, nic nie szkodzi, zobaczyłam za to wiele pięknych rzeczy i tą radością dzielę się z Wami. Miłego tygodnia...

środa, 4 października 2017

Niecodzienna relacja sympatycznego Gościa.

Wiem, wiem, to kobiety odwiedzają mojego bloga, ale przecież my kobiety też kochamy piękne motocykle (w młodości swojej pomykałam na SHL, należącym do mojego Taty:-)
I dlatego, mam nadzieję, że tekst przygotowany przez sympatycznego miłośnika motocykli, również tych wiekowych, przeczytają wszystkie Czytelniczki.
A może nawet pojawi się tu jakiś pan?
Zatem zobaczcie, co mój Syn Kamil, który posiada ogromną wiedzę motoryzacyjną, opowiada o swojej pasji i wizycie na niecodziennej wystawie:

Pasją do motocykli wszelakich zaraził mnie mój śp. Dziadek Stanisław, tato Autorki bloga. 
Właśnie on nauczył mnie jeździć i prawidłowo używać tego sprzętu. Przekazał mi podstawy jazdy motocyklem, które przydają się do dnia dzisiejszego. 
Motocykla co prawda w chwili obecnej nie posiadam, ale są mi one bliskie cały czas, podobnie jak motoryzacja różnego sortu. 
Nie chodzi tu bynajmniej tylko o współczesne pojazdy, ale również o te zabytkowe, o których wiele osób dawno zapomniało. 
Ucieszyłem się, gdy powziąłem wiadomość o wystawie ruchomej pn. „Polskie motocykle dwudziestolecia międzywojennego”, zorganizowanej w Stajniach Książęcych Zamku w Pszczynie. Wybrałem się więc początkiem sierpnia zobaczyć ten mało znany i niedoceniany kawałek polskiej motoryzacji jednośladowej. Pogoda dopisała wyjątkowo mocno. Było ok. 35 st. C. 
Kompleks Muzeum przywitał nas bardzo miło. Okazały Zamek, potężny park ze stawem, stajnie i cała infrastruktura towarzysząca. Wszystko bardzo zadbane i dopilnowane. W samych Stajniach Książęcych – przedwojenne polskie okazy. Wśród nich dużo „setek” (motocykli klasy 100 cm3), które były wtedy traktowane jak dzisiejszy motorower. Sprzyjały temu ulgi w opłatach, ubezpieczeniach oraz niskie zużycie paliwa. Były względnie tanie w utrzymaniu, chociaż w zakupie już niestety nie. Wśród nich np. SHL 98, Perkun 98, Tornedo i Niemen. W zbiorach znajdują się również prawdziwie królewskie pojazdy, w tym m.in. ciężki masywny i solidny Sokół 1000, który zdolny był rozpędzić się z wózkiem bocznym do 100 km/h. Przed wojną taka prędkość po naszych bezdrożach była prawdziwym szaleństwem. Wystawa została bardzo dopracowana. Wszystkie pojazdy były przygotowane w każdym detalu, były perfekcyjnie wyczyszczone, a elementy chromowe miały odpowiedni blask. Obok każdego z pojazdów tablica informacyjna z krótkim zarysem historii. Najbardziej mnie zaciekawiły pozostałości motocykla Rydz Śmigły, o którym niewiele wiadomo a zachowały się jedynie pojedyncze elementy. Oryginalny prospekt reklamowy, zbiornik paliwa czy elementy ramy są dzisiaj prawdziwym unikatem. Warto było odwiedzić to miejsce. W końcu wiele z nas pamięta motoryzację rodem z PRL-u. Rozdział przedwojenny jest mało znany, a to właśnie wtedy przypadał okres największego „moto-rozwoju”. Mieliśmy niezwykle zdolnych inżynierów i nadążaliśmy za światowymi trendami w tej dziedzinie. Dramat wojny zniszczył nie tylko ludzi, ale także dokumentację, fabryki i maszyny. To, czego nie udało się zniszczyć, skradziono, lub wykorzystano do rozbudowy przerażającej machiny wojennej. Każdy z tych pojazdów przetrwał w ilości najwyżej kilkunastu egzemplarzy, dlatego są one dzisiaj takimi unikatami. Piękne to były czasy, kiedy pojazd był tworzony przez inżyniera z pasją, wykonującego obliczenia i pomiary ręcznie. 
Każdy element wymagał czasu i dopracowania i to często w warunkach chałupniczych – w końcu Polska dopiero rodziła się na nowo. Dzięki temu zaangażowaniu mogły powstać takie pojazdy jak te motocykle. 
Poniżej kilka zdjęć ilustrujących czar tamtej motoryzacji, w tym sam Król – Sokół 1000.

Z pozdrowieniami – Kamil, syn 😃
 A dla miłośniczek porcelanowych cudeniek łączących różne pasje, to zdjęcie na zakończenie posta.

 

poniedziałek, 2 października 2017

Wierzę w ich dyskretną obecność i opiekę.

Dziś święto Aniołów Stróżów.
Na moim blogu pisałam już o tym, jak Ich wstawiennictwo uratowało nasze życie, osłaniając nas przed skutkami kaskaderskiej,
a raczej szaleńczej jazdy pijanego kierowcy z sąsiedniej wioski.
To było 13 lat temu i od tej pory w sposób szczególny pamiętam o rzeczywistej obecności Aniołów w moim życiu.
Warto też zwrócić uwagę, że pierwszą modlitwą, której uczymy maleńkie dzieci, jest właśnie modlitwa do Anioła Stróża.
Nasz mały dwulatek odmawia ją sobie " po swojemu", a i Wnusia już wsłuchuje się w melodię tej prostej, ale jakże głębokiej w treści modlitwy.
Myślę, że dzisiejszy post o kolejnej drewnianej świątyni, jaką dane mi było zobaczyć, dobrze wpisuje się w okoliczność dnia dzisiejszego.
W Bielance już kiedyś byłam, ale wówczas odnaleźliśmy nową, piękną cerkiew prawosławną, nie natrafiwszy na tę, której szukaliśmy.
Teraz udało nam się dotrzeć do kolejnej pięknej świątyni, która oczywiście mnie zachwyciła.


Zanim do niej dotarliśmy, spotkaliśmy tej urody chatkę mieszczącą muzeum rzemiosła łemkowskiego.


Cerkiew greckokatolicka pw. Opieki Matki Bożej
położona jest w centrum wsi Bielanka, która znajduje się w dolinie potoku noszącego taką samą nazwę, na południowy zachód od Gorlic.
Nazwa wsi pochodzi od nazwy potoku o jasnej, białej, wodzie.

Obecnie w cerkwi odprawiane są nabożeństwa rzymskokatolickie i greckokatolickie. Świątynia służyła również miejscowej ludności prawosławnej do czasu zbudowania własnej cerkwi (wrzesień 2014).

Świątynia jest cerkwią typową łemkowską, trójdzielną, drewnianą. Zbudowana została prawdopodobnie w 1773 r., w 1913 r. była odnawiana. Kiedy w 1947 r. dachy świątyni strawił pożar, budynek nakryto dachem dwuspadowym. Proces przywracania cerkwi pierwotnego wyglądu rozpoczął się w latach 60. XX w. całościowo udało się go zakończyć dopiero w 2000 r.
Nad przedsionkiem wznosi się wieża o konstrukcji słupowo - ramowej, z izbicą pomalowaną na niebieski kolor i zielonymi obramowaniami okien.
Dach świątyni, ściany nawy, prezbiterium, wieży, podbite są gontem. Wieńczące dach baniaste hełmy z pozornymi latarniami są częściowo pokryte blachą miedzianą.



W cerkwi zachował się cenny czterorzędowy ikonostas z XVIII wieku, w babińcu ikony z XVII wieku: św. Mikołaja i Narodzenia Matki Bożej, polichromia na płótnie z 1934 roku.
Zachował się także polichromowany krzyż łączący typową dla Kościoła greckokatolickiego formę trzech belek z łacińskim przedstawieniem postaci Chrystusa - przebite gwoździami stopy są nałożone na siebie.
Zachwycam się niezmiennie klimatem tam panującym, ikonami, ciszą, haftami zdobiącymi świątynię, światłem łagodnie osiadającym na ścianach, świecami, starocerkiewnymi pieśniami, zostawiam ślad mojej obecności w księdze odwiedzających, pochylam głowę przed historią tutejszych...

Wszystko ma tu swoją wymowę i swoje miejsce...
Raduję się, że te wspaniałe zabytki architektury sakralnej są udostępnione zwiedzającym i czeka tam przewodnik, który choć garść informacji przekazuje wchodzącym tam podróżnym.

Zawsze też kieruję moje kroki na miejscowy cmentarz, bo to miejsca wyjątkowe...a ja lubię cmentarze...tam mogę się zatrzymać, pomyśleć, przemyśleć wiele spraw...
 W moich fotograficznych zasobach jest jeszcze wiele takich " perełek", ale muszę te informacje dozować umiejętnie, wszak nie wszyscy muszą być tak zakochani w drewnianych swiątyniach, jak ja...
Dobrego tygodnia i dyskretnej obecności Aniołów Stróżów Wam życzę.